Ubiegłoroczny zakaz palenia na gdańskich przystankach autobusowych utarł nosa palaczom. Wprowadzenie kolejnych stref bez przysłowiowego dymka, to już prawdziwa wojna z nałogowcami. Zakaz palenia jeszcze w lipcu obejmie gdańskie molo, parki, strzeżone kąpieliska i place zabaw. Podobne rozwiązania rozważa Sopot.Pomysł wprowadzenia w mieście kolejnych stref wolnych od tytoniowego dymu wyszedł w Gdańsku od radnych Platformy – młodych, zdrowych i… niepalących. – Co prawda uchwała zakazuje palenia, ale my wolimy ją nazywać łagodniej – uchwałą rozszerzającą w Gdańsku strefy dla niepalących. Zamiast zabraniać czegoś palaczom, chcemy występować w obronie interesów tych, którzy nie palą – przekonuje Patrycja Mlejnek-Gałęza, radna PO.
Gdańsk nie będzie w tym zakresie podobny do Wielkiej Brytanii. Mimo że radni mieli na to zakusy, zakaz palenia nie obejmie restauracji ani pubów. – Okazało się, że nie mamy prawa zakazywać palenia w tych miejscach, mogą to natomiast zrobić ich właściciele – podkreśla Tomasz Słodkowski, radny PO. – Chcieliśmy się im odwdzięczyć zwolnieniem lokali z opłat lokalnych. Niestety, okazało się, że dopuścilibyśmy się nierównego traktowania podmiotów gospodarczych.
Do stref objętych zakazem palenia zaliczono w Gdańsku:
- molo w Brzeźnie, pięć strzeżonych kąpielisk,
- place zabaw,
- park oliwski,
- park Kuźniczki,
- park Millenium przy ul. Leszczyńskich na Zaspie.
Wprowadzenie zakazu palenia na placach zabaw rozważa także Sopot. – Jest to zasadne, choćby ze względów edukacyjnych – podkreśla Paweł Orłowski, wiceprezydent Sopotu.
Przeciwko zakazom są oczywiście ci, których mają one dotyczyć. – To naprawdę jakiś absurd – denerwuje się Dominik Kaczmarek, palacz od 15 lat. – Nie rozumiem, dlaczego mam nie palić na świeżym powietrzu. Przyjmuję, że zakaz wprowadzono by w pomieszczeniach, ale na dworze?! Bzdura!
- Konstruując gdańską uchwałę radni nie odkrywali Ameryki. Wzorowali się na Rzeszowie. – Tam się udało. U nas też wyjdzie – dodaje Patrycja Mlejnek-Gałęza.
Odpowiedzialna za egzekwowanie przepisów w Gdańsku będzie Straż Miejska.
- To po prostu nasz kolejny obowiązek – wyjaśnia Paweł Kwiatkowski, rzecznik Straży Miejskiej w Gdańsku. – W sezonie patrolujemy plaże i parki, będziemy zatem zwracać uwagę, by tam nie palono.
W czerwcu ub. roku Gdańsk strefą zakazu palenia objął przystanki autobusowe. Od tej pory strażnicy interweniowali 3 tysiące razy. Ponad tysiąc osób ukarano mandatami. Reszta otrzymała pouczenia. Zapalenie papierosa w miejscu niedozwolonym to ?przyjemność?, za którą można zapłacić od 20 do 500 zł, średnio jest to jednak 100 zł.
Źródło:
Dziennik Bałtycki
Plaże i place zabaw mają być wolne od dymka
Rusakiewicz Magdalena
Przeczytaj podobne informacje:
- Gdańscy radni PO proponują: zakaz palenia
Palacze, precz ze stadionów, parków i ogródków przy lokalach – mówi gdańska Platforma Obywatelska i przygotowuje uchwałę, która wprowadzi zakaz palenia we wszystkich miejscach publicznych... - Pomysł zakazu palenia na plażach wypalił
Z dr. Łukaszem Balwickim z Polskiego Towarzystwa Programów Zdrowotnych, asystentem w Zakładzie Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej GUM-edu rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz - To pan podsunął... - Platforma walki z palaczami
Gdańska PO ma dość czekania na antynikotynową ustawę. Sama postanowiła wyrzucić palaczy z plaż, parków i placów zabaw. Prezydent miasta jest przeciwny Projekt uchwały trafi...



Jako palacz z prawie 40-letnim stażem, zdaję sobię doskonale sprawę ze szkodliwości tego nałogu. Zapewne, gdybym w realu możnaby robić save’y, jak w świecie komputerowej fikcji, zacząłbym jeszcze raz, od momentu, gdy nie paliłem. Ale rzucanie palenia, własna walka z nałowiem, instytucjonalna walka o strefy beznikotynowe nie mogą sie przekształcać w szykanowanie palaczy i tworzenie z nich ludzi II-giej kategorii. Już w tej chwili nałogowy palacz nie ma możliwości przejazdu koleją na dłuższych trasach, zwłaszcza w Inter City. Można powstrzymać się od palenia przez pewien czas, ale nagłe zerwanie z nałogiem, bez przygotowania, kontroli lekarskiej i zaplecza farmakologicznego może być nawet niebezpieczne dla zdrowia, ze względu na pojawiające się po kilku godzinach objawy abstynencyjne.
Zakaz palenia na przystankach jest w sumie słuszną ideą, przez rednych doprowadzoną, jak często w Gdańsku bywa, do absurdu. Przeciętnie kulturalny palacz nigdy nie palił pod przystankową wiatą, gdy przebywali tam niepalący, zwłaszcza dzieci. Zakaz palenia na przystanku mógł wymóc podobne zachowania na osobach pozbawionych kindersztuby. Ale zakaz palenia rozciągnmięty do strefy 10 – 15 metrów od przystanku?! Jak palacz np 70 letni może dobiec do autobusu z takiego dystansu? Ciekawostką jest fakt, że w strefie gdzie palić już wolno, nie ma śmietników. One stoją na samym przystanku, więc trzeba albo złamać prawo gasząc papierosa na ziemi, albo narazić się na mandat niosąc papierosa w celu zgaszenia w strefę zakazaną. No jasne, można też wozić ze sobą popielniczkę podróżną :)
Interesujące jest to także, że Straż MIejska tak skrupulatnie przestrzega respektowania tabliczek z przekreślonym papierosem widniejących na przystankach, a nie zwraca uwagi na brak respektowania widniejących na tych samych przystankach tabliczek z rozkładami jazdy.
Może warto pomyśleć nad wprowadzeniem specjalnych oznaczeń dla palaczy, np. naszywek na ubrania, trójkąt z literą “P” ma już pewną tradycję….