Niewykluczone, że wkrótce gdańszczanie zaczną się modlić o słoneczną pogodę nie tylko w sezonie. Za deszcz i śnieg będą bowiem musieli… płacić. Może choć część tych pieniędzy trafi na ochronę przeciwpowodziową i nie powtórzy się sytuacja z 2001 r. Dziś mija sześć lat od wielkiej powodzi w Gdańsku.Miasto przymierza się do nowego podatku. Spadnie nam z nieba. Nieoficjalnie mówi się o wprowadzeniu go od 1 stycznia 2008 roku. Już zyskał nazwę: podatek deszczowy, albo podatek od dachów.
- Prawo stwarza nam możliwość ustalenia taryfy opłat za wody deszczowe – mówi Dimitris T. Skuras, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Gdańsku. – Przyjmowanie tych wód od właścicieli i użytkowników nieruchomości jest bowiem związane z odbiorem ścieków. Taryfa nie jest podatkiem, lecz należnością za usługę. Opłaty z tego tytułu mogą być ustalane rozmaicie. Niektóre gminy w Polsce liczą takie opłaty np. od powierzchni dachów, ale są i takie, w których płaci się na przykład za metr kwadratowy powierzchni utwardzonej – tak reguluje to ustawa.
Przymiarki do wprowadzenia opłat za wody opadowe trwają również w Poznaniu. Tam już wyliczono konkretną stawkę: 1,42 zł 1 metr kwadratowy dachu. Dla statystycznego domu jednorodzinnego roczny podatek wynosiłby ok. 300 złotych.
- Na podstawie doświadczeń gmin, które już wprowadziły taką opłatę, analizujemy sensowność jej pobierania – mówi Krzysztof Rudziński, dyrektor Wydziału Programów Rozwojowych Urzędu Miejskiego w Gdańsku. – Musimy zbadać, czy się opłaci. Pracują nad tym ekonomiści.
- Beneficjentem, czyli tym, kto ma z tych opłat korzyści, jest miasto. Jednak i ono musi obciążać samo siebie z tego powodu – dodaje Dimitris T. Skuras. – Szacujemy udział miasta w tych opłatach nawet na 80 procent. – Jeżeli zapadnie decyzja, by obciążyć mieszkańców tego rodzaju opłatami (ma ją podjąć Rada Miasta – przyp. red.) – trzeba będzie zrobić inwentaryzację terenów utwardzonych.
Dzisiaj mija 6 rocznica lipcowej powodzi z 2001 r. Ulewne deszcze spowodowały wówczas nie tylko przerwanie wałów przeciwpowodziowych. Nagłego przyboru wód nie pomieściła kanalizacja uliczna, tzw. burzówka, część deszczówki trafiła do kanalizacji sanitarnej.
- Wód opadowych nie możemy wprowadzać do kanalizacji ściekowej, gdyż przepełniłaby się oczyszczalnia. Wiemy, że i tak wielu ludzi spuszcza deszczówkę do tego rodzaju rurociągów, bo w czasie ulewy ilość ścieków gwałtownie wzrasta – mówi dyrektor Krzysztof Rudziński.
Skutek tej samowoli był 6 lat temu tragiczny. Piwnice wielu domów, a także grunty wokół nich zostały zalane nie tylko błotem, ale również fekaliami. Miastu groziła epidemia, o czym dzisiaj już niewiele osób pamięta.
Przygotowywany jest projekt ochrony przeciwpowodziowej Gdańska, a zwłaszcza dotyczący zagrożenia z powodu wód opadowych. W tym przypadku miasto ponosi koszty w wysokości setek milionów złotych. Chodzi bowiem o to, by zapobiec podobnej katastrofie powodziowej, jaka wydarzyła się 6 lat temu. Czy opłaty ?za deszcz? mają być wykorzystane do pokrycia części wydatków?
- Badaliśmy możliwość uregulowania tego problemu w ramach realizacji gdańskiego projektu wodnościekowego – mówi dyrektor Krzysztof Rudziński. – Doszliśmy jednak do wniosku, że niezbyt korzystne będzie łączenie kanalizacji z zabezpieczeniem przeciwpowodziowym i wprowadzeniem opłat za wodę deszczową. To mogłoby spowodować komplikacje podczas starań o dofinansowanie przedsięwzięć z funduszy unijnych.
Źródło:
Dziennik Bałtycki
Podatek deszczowy
Chomicka Aleksandra, Kazimierz Netka
Przeczytaj podobne informacje:
- Dobra marka, czyli Gdańsk
Gdańsk jest drugim po Krakowie miastem, w którym Polacy chcieliby mieszkać. 68 procent Szwedów, 65 procent Niemców i 51 procent Brytyjczyków, gdyby wygrało wycieczkę do... - Jedna metropolia, dwie taryfy
W Gdańsku i Gdyni nadal będą inne bilety – ZTM i ZKM nie są w stanie dojść do porozumienia Mamy dwie niedobre informacje dla użytkowników... - Taksówki, maile, podatki, czyli sesja Rady Miasta Gdańska
Na czwartkowej sesji Rady Miasta Gdańska Agnieszka Pomaska (PO) złoży wniosek o stworzenie wszystkim radnym służbowych adresów mailowych. To reakcja na nasz wczorajszy tekst. Pisaliśmy,...