Minął już ponad rok, odkąd gdańscy radni pełnią swoją funkcję w nowej kadencji. Niektórzy z nich do tej pory nie kupili sobie togi – tradycyjnego stroju radnych.
Nie jest to ich obowiązkiem, jednak przy okazji obchodów 1000-lecia Gdańska w 1997 roku radni ustalili, że chcą zakładać togi na specjalne uroczystości.
- Togi zakładane są na uroczyste sesje Rady Miasta, na przykład podczas nadania honorowego obywatelstwa miasta, wręczenie medali św. Wojciecha i księcia Mściwoja – opowiada Arleta Żuk z Biura Rady Miasta. – Radni zakładają togi też na Paradę Niepodległości, otwarcie i zamknięcie Jarmarku Świętego Dominika, na dzień otwarty w Radzie Miasta czy na sesję dziecięcą na Dzień Dziecka.
Togi według tradycyjnego wzoru szył dla radnych krawiec Jarosław Konaszewski. Aktualna cena uszycia u niego togi wraz z materiałem to 900 złotych za togę i 100 złotych za biret. Radni, którzy co miesiąc pobierają ok. 2 i pół tysiąca złotych diety, narzekają, że to zbyt drogo.
Kilka miesięcy temu zgłosiła się do nich pracownia krawiectwa męskiego z teatru Wybrzeże, oferując uszycie tradycyjnego stroju za 350 złotych. Radni musieliby tylko dostarczyć materiał. Sprawdziliśmy, że metr aksamitu kosztuje w sklepie 54 złote.
Do uszycia jednej togi potrzeba ok. 3,5 metra tkaniny. Radny zapłaciłby za uszycie togi i kupno materiału łącznie 550 złotych. Jednak oferta teatralnych krawców nie spotkała się z zainteresowaniem. – Ja nie mam togi z powodów ideowych - deklaruje Marcin Skwierawski, radny Platformy Obywatelskiej.
- Nie widzę powodu dodawania sobie niepotrzebnego splendoru. Mogę dobrze wypełniać mandat radnego bez togi – dodaje.
Wtóruje mu radna Prawa i Sprawiedliwości Anna Połetek, która także uważa togę za niepotrzebny dodatek.
- Nie będę płacić dużych pieniędzy za coś, co włożę tylko kilka razy – mówi radna. – Wolę wydać te pieniądze na pomoc potrzebującym, zawieźć słodycze i pieluchy do hospicjum.
Przewodniczący Rady Miasta Bogdan Oleszek nie rozumie tłumaczeń radnych wzbraniających się przed kupnem togi. – Gdyby nawet odkładali 50 złotych miesięcznie, to przez te 13 miesięcy swojej kadencji już by uzbierali na strój – mówi. – Gdy rok temu pytałem radnych, czy chcą zachować zwyczaj zakładania tóg na wyjątkowe uroczystości, nikt nie protestował. A teraz nie chcą – dziwi się przewodniczący.
Tóg nie ma tylko kilku radnych, większość kupiła je już wcześniej, odkupiła bądź pożyczyła od radnych wcześniejszych kadencji. Wojciech Błaszkowski z PO kupił togę miesiąc po tym, jak został radnym. – Uznałem, że radny powinien mieć togę - mówi. - Odkupiłem ją od byłego radnego. Ja też, gdy już przestanę być radnym, sprzedam ją. Po co ma leżeć, skoro może służyć komuś – dodaje.
Zdzisław Kościelak z PiS togę ma z własnej szafy, w której leżała kilka dobrych lat. – Byłem radnym w 1997 roku, gdy po raz pierwszy założyliśmy togi na 1000-lecie Gdańska – wspomina. – Potem przez wiele lat nie byłem radnym i nawet nie sądziłem, że jeszcze nim kiedykolwiek zostanę. Okazało się jednak, że znowu zasiadam w Radzie Miasta i moja toga jest jak znalazł. Warto było ją zachować - śmieje się Kościelak.
Źródło:
Katarzyna Szcześniak
http://www.polskatimes.pl/293,15153.htm
Przeczytaj podobne informacje:
- Radni nie mają tradycyjnych strojów
Gdańscy samorządowcy są jednymi z najlepiej zarabiających w Polsce. Przez pięć miesięcy kadencji, każdy z radnych zainkasował z tytułu diet 12,5 tysiąca złotych. Mimo to... - Nerwowe przymiarki radnych
Gdańscy radni szukają krawca i główkują, jak zaoszczędzić na kupnie obowiązkowej togi. Wybory solidnie przewietrzyły gdańską Radę Miasta. Ponad połowa jej składu (cała liczy 34... - W Radzie Miasta z jednego komputera korzysta średnio 15 rajców
W XXI wieku, w dobie Internetu, komputerów gdańscy radni mają dość nietypowy problem. Gdyby nagle w Biurze Rady Miasta każdy z nich w tym samym...