O dwanaście kamienic w Gdańsku walczą w sądzie spadkobiercy osób, które po wojnie odbudowywały miasto. W kolejce czeka kilkanaście podobnych spraw.
Spadkobiercy osób, które po II wojnie światowej odbudowywały budynki w Gdańsku, walczą w sądzie o przyznanie im prawa własności. Dwa tygodnie Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał gminie Gdańska oddać własność zabytkowej Baszty Latarnianej (w pobliżu Teatru Wybrzeże) i przyznać prawo do użytkowania wieczystego terenu pod obiektem spadkobiercom rodziny Trenks-Kranz. Jeden z nowych właścicieli, Małgorzata Kurzawa, nie zgodziła się na wypowiedź dla „Gazety”. Wyjaśniła jedynie, że basztę po wojnie odbudował jej ojciec.
Wyrok jest prawomocny. – Ale zastanawiamy się nad złożeniem kasacji - uprzedza Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta Gdańska.
Gmina Gdańsk podobnych spraw przegrała już blisko 10. W sądach na rozstrzygnięcie czeka kolejnych 12 spraw. Dotyczą nieruchomości w centrum Gdańska i we Wrzeszczu, m.in. przy Szerokiej 121/122, gdzie mieści się biuro poselskie Donalda Tuska oraz siedziba Fundacji Gdańskiej.
Spadkobiercy budowniczych starają się też o prawo do kamienicy przy ul. Długiej 74, w której mieści się cukiernia Kaliszczak, a nad nią mieszkania. Ta kamienica została przez gminę sprzedana, a w takim przypadku najemcom oraz lokatorom nie grozi eksmisja. Sąd może co najwyżej przyznać odszkodowanie, które będzie musiał zapłacić skarb państwa.
Pozostałe sporne nieruchomości należą do gminy i w wypadku niekorzystnego dla niej wyroku zostaną przyznane nowym właścicielom.
- Wszystkie sprawy opierają się na tym samym schemacie – mówi mecenas Roman Nowosielski, reprezentujący większość powodów. – To spadkobiercy osób, które odbudowywały Gdańsk po zniszczeniach wojennych.
Na jakiej podstawie działają? Rządowy dekret z 1945 r. „dekret o rozbiórce i odbudowie budynków zniszczonych i uszkodzonych w skutek wojny” obiecywał chętnym pożytki z nieruchomości proporcjonalne do wkładu, które można było czerpać przez 20 lat.
Ale spadkobiercy znaleźli korzystniejszy przepis z ustawy o popieraniu budownictwa z 1947 r. Czytamy w niej, że „nowo wzniesione” budowle należeć będą do prywatnych budowniczych, a grunt pod nimi zostanie im oddany „czasowo” (to dzisiejszy odpowiednik wieczystego prawa użytkowania). Ustawa uznawała za „nowo wzniesione” nieruchomości, które zostały zniszczone w co najmniej 66 procentach, a następnie odbudowane.
- To były zachęty do szybkiej odbudowy kraju, a w Gdańsku miały jeszcze inne wymiar: Polska chciała pokazać, że zasłużyła na to miasto, że potrafi je podźwignąć ze zniszczeń - ocenia Nowosielski. – Władze zachęcały, więc ludzie przyjeżdżali do miasta, sprzedawali swoje majątki w innych częściach kraju.
Droga spadkobierców budowniczych do uzyskania nieruchomości nie jest prosta. W pierwszym kroku muszą oni zgromadzić trzy dokumenty: kwalifikację zniszczenia, przyznanie obiektu do odbudowy oraz poświadczenie, że został odbudowany.
Z tymi papierami udają się do sądu, żądając unieważnienia decyzji podjętych w oparciu o dekret z 1945 r. Te wyroki są na ogół formalnością. – A po uchyleniu decyzji administracyjnych, zakładamy cywilne sprawy przeciwko gminie domagając się prawa własności wynikającego z ustawy o popieraniu budownictwa – wyjaśnia mec. Nowosielski.
Jak przyznaje Nowosielski, w samym Gdańsku szanse uzyskania własności otrzymało ponad sto rodzin odbudowujących miasto z ruin.
Władze Gdańska żadnej nieruchomości nie oddają bez sądowej batalii. - W takich przypadkach miasto zawsze decyduje się na drogę sądową. Chodzi o to, by uniknąć jakichkolwiek niejasności – podkreśla Maciej Lisicki (PO), wiceprezydent Gdańska.
Lisicki uspokaja też mieszkańców nieruchomości objętych rewindykacją. – Jako pierwsze miasto w Polsce przyjęliśmy uchwałę, która gwarantuje najemcom, którzy stracą lokale z inicjatywy nowego właściciela, że poza kolejnością dostaną lokale komunalne – mówi wiceprezydent Lisicki.
Jednak przykład kamienicy przy ul. Polanki 58, którą w sądzie odzyskali spadkobiercy niemieckiego właściciela, pokazuje, że gwarancje miasta nie cieszą najemców. Mieszkańcy tego domu chcieliby bowiem otrzymać nie gorsze lokale i to na własność.
Źródło:
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Krzysztof Katka
Przeczytaj podobne informacje:
- Dróg rowerowych w Gdańsku coraz więcej
Powstają kolejne kilometry dróg rowerowych. Obecnie prowadzone są prace budowlane wzdłuż ul. Opata Jacka Rybińskiego i Stary Rynek Oliwski na odc. Grunwaldzkiej do ul. Opackiej,... - Coraz więcej niepublicznych przedszkolaków
Od września przybędzie w Gdańsku przedszkoli niepublicznych. Nie będą to placówki nowe, tylko przekształcone z miejskich Osiem z 66 gdańskich przedszkoli publicznych zostanie sprywatyzowanych z... - Coraz więcej wybiegów dla psów!
W Gdańsku powstały kolejne wybiegi dla psów. Nowe wybiegi funkcjonują w pięciu punktach miasta: we Wrzeszczu, w Siedlcach, Pieckach Migowie oraz na Morenie i Suchaninie....