Prezydent Gdańska oszczędza i zastanawia się nad wstrzymaniem wypłacania dodatków specjalnych
Kryzys coraz mocniej uderza w Gdańsk. Na tyle mocno, że prezydent Paweł Adamowicz zastanawia się nad obcięciem urzędnikom pensji. A konkretnie – dodatków specjalnych.
Jak się dowiedzieliśmy, Adamowicz o takich zamiarach poinformował przed kilkoma dniami na specjalnej odprawie dyrektorów wydziałów i kierowników referatów. Przypomniał o już dokonanych oszczędnościach w tegorocznym budżecie Gdańska (dyrektorzy wydziałów trzykrotnie od początku roku byli proszeni o cięcia wydatków bieżących, w sumie na ok. 100 mln zł) i dodał, że być może na tym nie koniec.
- Prezydent poinformował, że jeśli sytuacja finansowa nadal będzie zła, to będą szukane kolejne oszczędności. Prezydent będzie się starał, żeby jak najmniej dotknęły one płace, ale nie można wykluczyć ograniczeń w wypłacaniu dodatków specjalnych – informuje Emilia Salach-Pezowicz, szefowa biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.
Jakiej skali to mogą być oszczędności, których spośród blisko 1100 pracowników urzędu dotkną, ile miasto chce dzięki temu oszczędzić – na razie nie wiadomo.
- Żadne tego typu symulacje na razie nie były prowadzone. Zostaną zrobione dopiero wówczas, gdy zaistnieje potrzeba cięcia dodatków specjalnych – mówi Emilia Salach-Pezowicz.
Dodatki specjalne mogą wynieść maksymalnie 50 proc. wysokości wynagrodzenia zasadniczego i dodatku kierowniczego (łącznie). Przyznawane są uznaniowo na rok, m.in. w sytuacjach, gdy pracownicy wykazują się aktywnością wykraczającą poza ich specyfikę pracy.
Marcin Kamola, analityk z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, przewiduje, że decyzja o cięciu dodatków specjalnych może przynieść duże szkody dla pracy urzędu.
- Niższe dochody pociągną za sobą demobilizację, urzędnicy będą pracować jeszcze mniej wydajnie. Oszczędzanie na płacach jest najprostsze, ale miasto, które chce się rozwijać, nie powinno tego robić. Efektem może być to, że fachowcy, którzy pracują w tej chwili w magistracie, przestaną się bać życia poza urzędem i zdecydują o zmianie pracy – prorokuje Kamola.
Władze Gdańska nie planują na razie redukcji etatów, choć zapadła decyzja, że stanowiska, które są lub będą w tym roku zwolnione przez osoby odchodzące na emeryturę (w sumie ok. 20 etatów), nie będą obsadzone przez nowych pracowników. O tym, że Gdańsk musi ciąć wydatki, najdobitniej świadczą liczby. Wpływy do miejskiej kasy z tytułu podatków PIT, CIT, PCC (od czynności cywilno-prawnych) oraz ze sprzedaży mienia spadły w tym roku o ok. 13 proc. W pierwszym półroczu 2008 r. wyniosły one 301,5 mln zł, w okresie od stycznia do czerwca 2009 – 262,1 mln zł. Zgodnie z projektem budżetu na 2009 r., wydatki Gdańska miały wynieść 2 138 mln zł, w tym koszty bieżące to 1525 mln, a inwestycyjne – 613 mln zł. Na razie wiadomo, że -nie licząc zapowiedzi cięcia płac – na razie poczyniono oszczędności w wydatkach na sumę ok. 100 mln zł. Pierwsze 50 mln zł dyrektorzy wydziałów znaleźli jeszcze zimą. W ostatnich tygodniach miało miejsce kolejne zaciskanie pasa. Miejska skarbnik Teresa Blacharska nakazała dyrektorom wydziałów poszukiwanie następnych oszczędności, także na ok. 50 mln zł. Najnowsza lista cięć nie została jeszcze upubliczniona, nieoficjalnie wiemy, że Paweł Adamowicz nie jest zadowolony z zaproponowanych oszczędności i nakazał szukać ich nadal. Władze Gdańska zapowiadają, że chronione mają być pieniądze na inwestycje, jednak kryzys nie ominie też Wieloletniego Planu Inwestycyjnego. W maju radni zdecydowali o „odchudzeniu” WPI na lata 2010-14 0 231 mln zł. Zabrano między innymi wszystkie pieniądze przeznaczone na budowę pływalni 1 sal gimnastycznych.
Pensje najważniejszych urzędników
Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, zarabia miesięcznie 12 365 zł brutto. Niewiele mniej otrzymuje miejski skarbnik Teresa Blacharska (12 252 zł), wiceprezydenci Ewa Kamińska i Wiesław Bielawski dostają po 12 238 zł, Maciej Lisicki 12125 zł, a Andrzej Bojanowski 11 920 zł. Średnia pensja dyrektorów wydziałów to 8 757 zł. Wynagrodzenia dyrektorów są jednak mocno zróżnicowane – np. Teresa Blacharska, gdy była jeszcze dyrektorem Wydziału Finansowego (funkcję skarbnika piastuje od lutego) otrzymywała 10 tys. zł.
Lepiej zwalniać nieefektywnych
Wiesław Kamiński, gdański radny PiS, twierdzi, że obcinanie dodatków specjalnych to zła koncepcja i podpowiada władzom miasta inny pomysł na szukanie oszczędności. - Nie da się wymyślić bardziej demotywującego pomysłu. Trzeba pamiętać, że wynagrodzenia urzędników są często nieadekwatne do wysiłku. Choć oczywiście nie wszystkich…
Paweł Adamowicz powinien urealniać zatrudnienie, ale nie karać ludzi, zwłaszcza tych, którzy najlepiej pracują. To się bardzo szybko zemści na wynikach pracy urzędu. Nie widzę natomiast powodu, by pięciu dobrze pracujących urzędników miało utrzymywać jednego nieroba. Trzeba wynagradzać za dobrą pracę i zwalniać osoby nieefektywne – powiedział Wiesław Kamiński.
Zaskoczony informacjami o planowanych cięciach dodatków specjalnych był Piotr Dzik, gdański radny PO, szef Komisji Polityki Gospodarczej i Morskiej. – O tych planach dowiaduję się od pana. Muszę je sprawdzić u źródła. Oby do tego nie doszło.
Źródło:
5.8.2009
Polska Dziennik Bałtycki str. 4 Fakty 24 Pomorze
Paweł Rydzyński
Przeczytaj podobne informacje:
- Budżet Gdańska na 2010 rok: miasto wyda i zarobi mniej, najbardziej zyskają nauczyciele
Dochody – ponad 1,8 mln. Wydatki – ponad 2,1 mln zł. Deficyt, który zostanie pokryty z kredytów – 296 mln zł. Tak prezentuje się projekt... - Urzędnicy spotkali się z mieszkańcami Przymorza Małego
Mieszkańcy Przymorza Małego, którzy wzięli udział we wczorajszym spotkaniu obywatelskim z władzami miasta, bez obaw mówili, jakie problemy leżą im na sercu. Najczęściej wymienianą bolączką... - Gdańsk tnie koszty
Urząd Miejski w Gdańsku musi zaoszczędzić 50 milionów złotych, by miasta kryzys tak mocno nie dotknął. Połowę już znaleziono. Reszta ma się znaleźć do końca...