Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska, zapowiada, że niepokorni kioskarze, którzy w swoich punktach nie chcą sprzedawać biletów, mogą mieć cofniętą zgodę na handel. Radny opozycji Zdzisław Kościelak twierdzi, że to wprowadzanie metod z okresu Gomułki, a właściciele kiosków tłumaczą, że nie sprzedają biletów, bo im się to nie opłaca.
- Wyliczyłem z kilkoma kolegami po fachu, że na sprzedaży jednego biletu, podliczając prowizję ze sprzedaży oraz koszty, tracę średnio jeden grosz. W dzisiejszych czasach niełatwo się utrzymać. Zdecydowałem się zachować sprzedaż biletów, ale mam dylemat. Bo jeśli mam tysiąc złotych wolnej gotówki, to wolę kupić papierosy albo proszki do prania, a nie bilety. Bo na biletach się nie zarabia. Moi koledzy rezygnują natomiast z ich sprzedaży. I nie są to kioskarze przypadkowi, lecz ludzie, którzy prowadzą punkty od 30 lat i znają doskonale rynek – opowiada pan Zenon, kioskarz z Nowego Portu w Gdańsku.
Nie tylko tam brakuje biletów. W ostatnich dniach nie można ich kupić także w innych dzielnicach Gdańska.
Alina Żarnoch-Garnik, rzecznik ZTM w Gdańsku, poinformowała nas, że prowizja dla kioskarzy waha się w granicach od 5 proc. (przy zakupie biletów do 2,5 tys. zł) do 6,4 proc. (przy zakupie powyżej 125 tys. zł). – To są śmieszne stawki. Na papierosach zarabia się 7-11 proc., na gazetach ok. 15 proc. – dodaje kioskarz z Nowego Portu.
Wysokość prowizji krytykuje Zdzisław Kościelak, radny PiS, który często podróżuje komunikacją miejską i, jak mówi, często miewa problem z kupieniem biletów. – Prowizje są zbyt małe. Efektem tego może być to, że kioskarze masowo zrezygnują ze sprzedaży biletów. Pasażerowie będą wówczas zmuszeni do kupowania biletów u kierowców, a to będzie generować dłuższe postoje na przystankach i spóźnienia – uważa Kościelak.
Rozwiązaniem problemu może być instalowanie automatów biletowych na przystankach (takie funkcjonują m.in. w Krakowie i Katowicach). Ale ZTM nie ma pieniędzy na ich zakup w tym roku.
Większość kiosków w Gdańsku stoi w pasie drogowym, a zatem kioskarze są uzależnieni od miasta w stu procentach. – Możemy wydać zgodę na zajęcie pasa drogowego albo nie. A zatem, jeśli niektórzy kioskarze uważają, że sprzedaż biletów jest dla nich wysiłkiem ponad miarę, to może dojść do sytuacji, że będą mogli pożegnać się z lokalizacją – odgraża się twardo wiceprezydent Lisicki.
Źródło:
10.6.2009
POLSKA The Times str. 13 Puls Polski
Paweł Rydzyński
Przeczytaj podobne informacje:
- Tczew bez wspólnego biletu
Od kilku dni na terenie Metropolitalnego Związku Komunikacyjnego Zatoki Gdańskiej funkcjonuje wspólny bilet. Tymczasem Tczew, czwarty co do wielkości ośrodek w województwie, wciąż pozostaje na... - Metropolia zaczyna się od biletu
Wśród wszystkich punktów Karty Trójmiasta wspólny bilet jest wyjątkowy. W każdej europejskiej metropolii jeden system taryfowy jest oczywistym standardem. Nawet w PRL- uw Gdańsku, Gdyni... - Będą bilety na komunikację miejską z automatów oraz płatne przez Internet
Bilety kupowane przez komórkę przypadły do gustu mieszkańcom Trójmiasta, choć korzystają z nich okazjonalnie. Już niebawem pojawią się kolejne nowinki: ładowanie karty miejskiej przez Internet...