Drogowcy z Gdańska stwierdzili, że w mieście jest za dużo znaków drogowych. Wiele z nich zamiast pomagać kierowcom, rozprasza ich. Od 1 kwietnia niepotrzebne znaki zaczną znikać z ulic.
O to czy znaków jest za dużo można się długo spierać. Krótsza byłaby dyskusja o ich przydatności.
- Poustawiane są bezsensownie. Choćby ten – “Strefa zamieszkania”. Przecież tu nikt nie mieszka - mówi kierowca zielonego opla zaparkowanego obok Dworca Głównego PKP.
- Podobnie jest z zakazem wjazdu zaprzęgiem konnym – dodaje właściciel “malucha”. - Od 30 lat nie widziałem w centrum Gdańska wozu konnego – śmieje się.
- Obserwowanie znaków na niektórych odcinkach dróg jest wręcz męczące dla kierujących, co wpływa negatywnie na kierowanie pojazdem - mówi szef pomorskiej drogówki młodszy inspektor Janusz Staniszewski. - Kierowca nie potrafi skupić uwagi na tym co najważniejsze, a patrzy na niepotrzebne znaki – dodaje.
Drogowcy wzięli sobie te uwagi do serca, od siebie dodając kwestie ekonomiczne.
- Znak to jest też koszt. To jest jego ustawienie, utrzymanie, prostowanie i odnawianie – mówi Mieczysław Kotłowski z gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. W myśl zasady “nadmiar informacji jest dezinformacją” zdjęcie niepotrzebnych znaków ma zmniejszyć ilość wypadków.
Podobnie było w Skandynawii, pomysł wykorzystał już Toruń. Zmiana mentalności w tym zakresie powinna wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Źródło:
27.3.2009
gazeta.pl
Łukasz Konarski, TOK FM
Przeczytaj podobne informacje:
- Będzie mniej znaków przy gdańskich ulicach
Od 1 kwietnia niepotrzebne i często kuriozalne znaki drogowe zaczną znikać z ulic Gdańska. Miasto pójdzie za przykładem Torunia, gdzie po usunięciu 30 proc. znaków... - Gdańsk wyda 3 mln zł. na naprawę dróg po zimie
Mróz daje się we znaki kierowcom, nawet… jak go nie ma. Mimo że z dróg znikają zaspy zalegającego śniegu, warunki jazdy wcale nie są lepsze,... - Gdańsk dewastują nie tylko wandale i “złomiarze”, ale i samochody
Samochody równie skutecznie dewastują oznakowanie drogowe ulic oraz infrastrukturę miejską w Gdańsku, jak młodzi wandale. Wywracane i wyłamywane są słupki ze znakami drogowymi i znakami...



Znak strefa zamieszkania nie oznacza ,że musi być w pobliżu osielde mieszkaniowe. Informuje on o tym, że na tym terenie jest ograniczenie do 20 km/h i ,że pieszy ma pierwszeństwo przed autem idąc ulicą – i w tym znaku chyba ten punkt jest najważniejszy i dlatego też ten znak nie da się zastąpić znakiem ograniczenia do 20km/h. Przed dworcem jest duży ruch pieszy stąd zapewne taki znak.
Oto cytat z przepisów:
Zgodnie z art. 2 ustawy z 20.06.1997r. Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. Nr 108, poz. 908 z późn. zmianami) “strefa zamieszkania” jest to obszar obejmujący drogi publiczne lub inne drogi, na którym obowiązują szczególne zasady ruchu drogowego, a wjazdy i wyjazdy oznaczone są odpowiednimi znakami drogowymi.
Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31.07.2002r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz. U. Nr 170, poz. 1393), określa w § 58 definicję znaku D-40 “strefa zamieszkania”. Z przepisu tego wynika m.in., że umieszczone w tej strefie urządzenia i rozwiązania wymuszające powolną jazdę (np. progi zwalniające) mogą nie być oznakowane znakami ostrzegawczymi.
Szczególne zasady ruchu drogowego, o których mowa w definicji “strefy zamieszkania”, to m.in;
* prawo pieszego do korzystania z całej szerokości drogi i pierwszeństwo przed pojazdami,
* możliwość korzystania z drogi przez dziecko w wieku do 7 lat, bez opieki osoby starszej,
* prędkość dopuszczalna pojazdu lub zespołu pojazdów w strefie zamieszkania wynosi 20 km/h,
* zakaz postoju w strefie zamieszkania w innym miejscu niż wyznaczone w tym celu.
Z powyższego zapisu wynika, że w przypadku braku wyznaczonych miejsc do postoju pojazdów, parkowanie w strefie zamieszkania jest niedopuszczalne.
Ale widać pan kierowca opla nie ma pojęcia o znakach i przepisach ruchu drogowego, podobnie jak piszący ten tekst superznawcy Państwo Redaktorzy. Tylko pogratulować dużej wiedzy i dogłębnej znajomości tematu. Jeżeli tacy jeżdżą po ulicach to nie dziwię się,że na polskich drogach jest taka makabra. Ale biorąc pod uwagę wydarzenia z aresztowaniem egzaminatorów z ośrodka ruchu drogowego nawet mnie to nie dziwi.