Gdańsk wypowiedział wojnę nielegalnym sprzedawcom z reprezentacyjnych ulic Głównego Miasta. Handlarzy ściga straż miejska, policja, celnicy i skarbówka
- Wstyd. Staramy się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, a na Trakcie Królewskim gra disco polo, sprzedawcy wystawiają skaczące myszki, baloniki czy szaliki Lechii Gdańsk – denerwuje się Jacek Friedrich, historyk sztuki, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego i Akademii Sztuk Pięknych. – To dopuszczalne, ale na osiedlowym ryneczku.
Miasto nie mogło sobie dotąd poradzić z nielegalnym handlem. Akrytyka nasiliła się właśnie wtedy, gdy gmina wystartowała w wyścigu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 – co w przypadku zwycięstwa gwarantuje rozgłos i promocję – i została organizatorem Euro 2012.
- Dlatego czas z tym skończyć. Wygląd Długiej to priorytet – uznał Maciej Lisicki, wiceprezydent ds. polityki komunalnej. I zwołał trzy narady: ze strażą miejską, policją i Zarządem Dróg i Zieleni, odpowiedzialnym za pasy drogowe.
- Zamiast propozycji rozwiązania problemu, otrzymałem od strażników listę rzeczy, których robić nie mogą, czyli np. że nie mogą dwa razy wlepić mandatu za to samo albo kazać się wynieść – mówi wiceprezydent Lisicki. – Zapytałem, czy może nie powinniśmy ich zatem rozwiązać, skoro tak niewiele mogą. Zaraz zabrali się do roboty.
Miejskie służby zaczęły się zastanawiać, jak – zgodnie z prawem – usunąć nielegalnych handlarzy. Zaangażowano izbę celną, Urząd Kontroli Skarbowej, Państwową Inspekcję Handlową, sanepid, a nawet Urząd Kontroli Miar. I zaczęły się „naloty“. Najpierw na Długiej zjawiał się strażnik miejski. Gdy handlarz za chwilę wracał na miejsce sprzedaży, pojawiał się policjant. Tu jest już większe pole manewru, bo mógł zabrać sprzedawcę na komisariat, by zweryfikować, czy towar jest legalny. – W takiej sytuacji weryfikacja trwa tak długo, jak tylko się da – mówi nam jeden z policjantów.
A urzędnicy sprawdzali meldunki, ewentualne umowy najmu komunalnych lokali oraz miejsca, w których sprzedawcy przechowują towar. Zwykle to garaże, najczęściej osób trzecich. W takim wypadku właściciel musi podpisać umowę najmu i odprowadzać podatek. Skutek? Na Drodze Królewskiej ubyło handlarzy, a ci, których wczoraj spotkaliśmy, stali z towarem zapakowanym w torby, bo ulicami wciąż przechodził patrol straży miejskiej i policji.
- Rozumiem, że miasto chce wykurzyć szarą strefę, ale my musimy mieć z czego żyć – mówi pan Robert. – Jak staramy się o legalizację, to mówi się nam, że konkurs na miejsca handlu sezonowego zostanie ogłoszony w kwietniu. Ale już wiemy, że nie mamy szans. Dlaczego?
- Od ewentualnych sprzedających wymagamy odpowiedniej estetyki – mówi Lisicki. – To muszą być atrakcyjne stoiska. Poza tym nie ma zgody na każdą działalność. Skaczące myszki na Długiej nas nie interesują, dlatego na sezon przygotowujemy trzy stanowiska na pocztówki, tyle samo na okulary przeciwsłoneczne oraz sześć dla lokalnych artystów. I zamierzamy być konsekwentni na każdej płaszczyźnie. Dlatego też zabraliśmy się przy okazji za reklamy na przyczepkach, które przeganiają strażnicy i ZDiZ.
Źródło:
9.3.2009
Gazeta Wyborcza str. 1 Trójmiasto
KATARZYNA WŁODKOWSKA
Przeczytaj podobne informacje:
- Rzeźbiarze zniknęli z Długiego Targu
Nie ma już Gdańskiej Galerii Rzeźby przy Długim Targu. Miasto wyrzuciło artystów, bo chce, by ich miejsce zajęła nowa restauracja. Urzędnicy: Wystawy rzeźb wrócą do... - Fryzjer ustąpi księgarni na Długiej
Czy lokal po jedynym do tej pory fryzjerze na Długiej przemieni się w księgarnio-kawiarnię? Po ponad pół wieku z ulicy Długiej w Gdańsku zniknął zakład... - W ciągu miesiąca powinno być wiadomo, kto zagospodaruje atrakcyjne miejsce na Długiej
W poniedziałek Fundacja Gdańska ma ogłosić konkurs na propozycję zagospodarowania 500-metrowego lokalu przy ul. Długiej na Głównym Mieście w Gdańsku. Lokal stał się słynny dzięki...