- W każdym dużym mieście są ich setki. Nie da się nie mieć z nimi kontaktu. Jeżeli należycie doceni się rolę, jaką odgrywają w życiu miasta, staną się jego symbolem. Przystanek komunikacji miejskiej, bo o nim mowa, nie musi być pospolitą wiatą z reklamą ustawioną na polbruku – pisze Michał Jamroż
Od kilku lat modernizujemy dziesiątki kilometrów dróg i torowisk. To świetna okazja, aby wraz z nowym asfaltem i szynami pojawiła się nowa, przemyślana i wnosząca coś do przestrzeni publicznej mała architektura. W krajach zachodnich już dawno „odkryto“, że meble miejskie mogą stanowić ważny element miasta. Nasi urzędnicy chyba jeszcze na to nie wpadli. Niecałe dwa lata temu zakończył się ogromny remont gdańskiego Podwala Grodzkiego. Na dwa lata centrum miasta zostało sparaliżowane. Jednak nasze cierpienia nie miały pójść na marne. Jedna z najważniejszych ulic wmieście, wraz z torowiskami i całym otoczeniem, miała zyskać nowy blask. Stać się wizytówką Gdańska, bo przecież to w tym miejscu, prawie każdy odwiedzający nasze miasto, stawia pierwsze kroki. Niestety wizytówką się nie stało. Mamy równy asfalt i szyny, a wszystko inne zostało po staremu.
A przecież niewielkim kosztem, w porównaniu do wartości całej inwestycji, można było odmienić postrzeganie tej niewielkiej części miasta. Przed dworcem znajduje się największa ilość wiat przystankowych w całym Gdańsku. Aż się prosiło, żeby wykorzystać to do stworzenia otoczenia dworca w sposób wyjątkowy, nadając mu zupełnie nowy charakter. Możliwości było wiele. Na przykład pomysł dość radykalny: przykryć Podwale Grodzkie szklaną wiatą, zbudować dodatkowy tunel na końcach przystanków tramwajowych, dzięki czemu powstałyby nowe ciągi piesze, a co za tym idzie – dużo większy obszar przydworcowy zacząłby znowu żyć. Można było też po prostu zaprojektować nowe wiaty. Nowoczesne albo nawiązujące w jakiś sposób do Gdańska. W wielu miastach świata przystanki projektowane są przez najlepszych architektów, dzięki czemu stają się ich wizytówkami. Niestety w Gdańsku nikt o tym nie pomyślał. I najgorsze jest to, że zapewne nie chodzi tu o pieniądze, ale brak świadomości, jak istotną rolę w kształtowani powierzchni miejskiej odgrywa właśnie mała architektura.
Na potwierdzenie tych przemyśleń długo czekać nie musiałem. Wraz z budową Galerii Bałtyckiej we Wrzeszczu, wyremontowano całe skrzyżowanie znajdujące się tuż przed nią. Odnowienia doczekały się też przystanki tramwajowe. Oczywiście polegało ono tylko na położeniu nowej nawierzchni i nic poza tym. Aż się prosiło, żeby ogłosić konkurs na zagospodarowanie przestrzeni między jezdniami al. Zwycięstwa. Przykłady ze świata i nawet Polski pokazują, że mogłaby tam powstać prawdziwa perełka. Niestety po raz kolejny nikt o tym nie pomyślał. I straciliśmy kolejną szansę na przewietrzenie naszej trochę już stęchłej przestrzeni miejskiej.
Ostatnio temat małej architektury pojawił się w związku z remontem Nowych Ogrodów. Tam znowu nikt nie wpadł na to, że jedna przystankowa wiata, kilka lamp i śmietników, zaprojektowanych z pomysłem i wizją mogą zupełnie odmienić te kilkaset metrów drogi.
To samo w Gdyni i w Sopocie. A szkoda, bo kurort, ze względu na swoje rozmiary ma ułatwione zadanie. A charakterystyczna wiata mogłaby stać się jego wizytówką.
W Trójmieście po prostu brakuje wizji rozwoju. Ale ten rozwój nie może polegać tylko na nowych drogach, stadionach czy wysokościowcach. Urzędnicy muszą wiedzieć, jak chcą kształtować przestrzeń miejską i to w każdym jego miejscu. Remonty nie mogą być przeprowadzane taśmowo, tak jak odbywa się to teraz. Wszystkie przystanki w Trójmieście wyglądają identycznie. Dla urzędników nie ma znaczenia, czy jest to najważniejszy przystanek w mieście, czy mało istotny na jednym z osiedli. Mamy gotowy wzór przystanku, to postawmy go wszędzie. Tak jest szybko, łatwo i wygodnie. Ale czy na pewno o to chodzi? Czy chce my miast bez klimatu, bez charakteru? Co z tego, że wszystko będzie nowe, jak nikt nie będzie miał przyjemności korzystania z tego, nikt nawet przez chwilę nie będzie pamiętał, jak wyglądały. Wszystko będzie nijakie i takie samo. I jedyne, co nam zostanie, to podziwianie innych miast, że tam mieli odwagę i chęci walczyć o to, by ich przestrzeń była wyjątkowa. Często kontrowersyjne, ale na pewno nie nijakie.
Źródło:
21.2.2009
Gazeta Wyborcza str. 8 Trójmiasto
Michał Jamroż
Przeczytaj podobne informacje:
- Gdańsk się zmienia: przystanek na miarę Euro 2012
Stalowe wręgi i bursztynowa elewacja nie będą kojarzyć się tylko z nowym gdańskim stadionem – z takich elementów powstaną także wiaty na przystadionowym przystanku tramwajowym.... - Nowy dworzec we Wrzeszczu może być perełką architektury!
Za trzy miesiące poznamy koncepcję przestrzenną nowego dworca we Wrzeszczu. W środę umowę podpisało miasto Gdańsk i biuro architektoniczne FORT. O tym, co może się... - Przystanek SKM „Gdańsk Uniwersytet”?
Rektor Uniwersytetu Gdańskiego, Andrzej Ceynowa, zwrócił się z prośbą o zmianę nazwy przystanku Szybkiej Kolei Miejskiej z „Gdańsk Przymorze Uniwersytet” na „Gdańsk Uniwersytet„. Głównym argumentem...