Przyklaskując kolejnemu wołaniu na puszczy, czyli poruszeniu tematu ruin szpecących północny cypel gdańskiej Wyspy Spichrzów (J. Zalesiński, „DB” z 23 stycznia br.), pragnę dorzucić do tej kwestii swoje trzy grosze. Choćby dlatego, że przed 11 laty – wspólnie z Grzegorzem Borosem – zredagowałem 240-stronicową publikację pt. „Program Ożywienia Śródmieścia Gdańska”, gdzie sprawa północnego fragmentu wyspy, ziejącego ruinami, znalazła kilkakrotnie odbicie w opiniach autorów.
Obok przypomnianych przez J. Zalesińskiego zbliżających się okrągłych rocznic – 20-lecia pierwszych (niemal) wolnych wyborów w powojennej Polsce i 70-lecia wybuchu II wojny światowej – można dorzucić jeszcze jedną.
7 listopada 1989 r., dwa dni przed upadkiem muru berlińskiego, do Gdańska przybyli wybitni architekci z Europy i Stanów Zjednoczonych, aby wziąć udział w międzynarodowym seminarium „Wyspa Spichrzów ’89″. Nie przywiodły ich bogactwo i potęga Gdańska, ale miejsce – ostatnia niezabudowana z siedmiu wysp Europy wewnątrz historycznych centrów miejskich (pozostałe takie wyspy to: paryskie Isle de la Citte oraz Isle de St. Louis, rzymska Isola San Bartolomeo, rotterdamska Norderisland, berlińska Muzeum Island i bremeńska Der Teerhof).
We wspomnianym spotkaniu seminaryjnym uczestniczyło 15 zespołów architektonicznych, w tym osiem z zagranicy, oraz liczni dodatkowo zaproszeni goście, prezentując trzy sposoby myślenia o odbudowie gdańskiej wyspy:
1. nawiązać do wizji miasta historycznego przy posługiwaniu się kamieniczką jako podstawowym punktem odniesienia;
2. wykorzystać dawne funkcje wyspy tylko jako inspiracje dla indywidualnych rozwiązań formalnych, ale mogących stać nawet w opozycji do tzw. ciągłości historycznej;
3. zadbać o bardzo umiarkowane zagęszczenie murów, za to przewidzieć miejsce na zieleń wspaniałego parku.
W listopadzie 1990 r. przygotowaniem wyspy do procesu kompleksowego inwestowania zajęła się, powołana przez prezydenta Gdańska, specjalna agencja, kierowana przez dr arch. Katarzynę Rutkowską. Niestety, cztery lata później, wraz z niespodziewaną śmiercią dr Rutkowskiej, Wyspa Spichrzów przestała być „kłopotem” dla władz miasta i wszystko wróciło w stare koleiny marazmu. Jego efekty możemy obserwować do dzisiaj – choćby na tle zupełnie inaczej potraktowanej, bo pięknie zrekonstruowanej, części Ołowianki. Jeśli chodzi o aktualne pomysły na wyspę, jestem szczerze przeciwny tymczasowemu przesłanianiu jej wstydliwych kikutów olbrzymimi fotogramami czy jakimikolwiek instalacjami plastycznymi. Bo dla mnie rekultywacja to o wiele za mało. Wszyscy znamy powiedzenie, że w Polsce najdłużej utrzymują się prowizorki, toteż za pięć lat smętnie zwisające (niekonserwowane) płachty albo tablice będą straszyły dwakroć gorzej niż same ruiny.
Doraźnie, owszem, nie zaszkodziłoby usunięcie śmieci, ogrodzeń, zachwaszczeń, kup gruzu. I wytyczenie „malowniczych” ciągów spacerowych. Ale co potem?
Jeszcze w tym (2009) roku należałoby sprawdzić i podać do wiadomości opinii publicznej , dlaczego od 20 lat nic się na północnym cyplu Wyspy Spichrzów nie dzieje! Przecież to skandal na skalę europejską – i niczego już nie da się zrzucić na komunistów! A zatem: kim są właściciele poszczególnych działek? Czemu w ogóle nie inwestują w najcenniejszym z każdego punktu widzenia fragmencie Gdańska? Co na to władze miejskie (dlaczego nie sypią się decyzje personalne i nie lecą głowy)?
Powie ktoś trzeba planów i mocy przerobowych, żeby odpowiednio przygotować wyspę np. od strony umocnień hydrotechnicznych wokół nabrzeży. Słusznie. Ustalmy więc podobny harmonogram działań jak Amerykanie, gdy przyszło im się zmierzyć z remontem mostu nad rzeką Hudson, przez który przejeżdża dziennie blisko milion samochodów. Przez dwa lata we wszelkich mediach uprzedzano nowojorczyków, że w określony weekend most będzie nieczynny. A potem, w ustalonym terminie, ustawiono wzdłuż konstrukcji kilkanaście tysięcy robotników, z których każdy odpowiadał za metr trasy i dokładnie wiedział (dzięki wcześniejszym przeszkoleniom), co ma zrobić. Cały remont udało się przeprowadzić w zaplanowanym czasie 48 godzin!
Znając polskie realia, zróbmy następujące korekty: całkowite przygotowanie planów zabudowy – trzy lata; liczba zatrudnionych robotników – tysiąc; ilość godzin pracy -2400… I w końcu wyspa będzie jak marzenie!
Źródło:
12.2.2009
Polska Dziennik Bałtycki str. 17 Trójmiasto
Zbigniew Gach
Przeczytaj podobne informacje:
- Wyspa czeka
Odzyskanie przez miasto pięciu działek na północnym cyplu Wyspy Spichrzów ułatwi ich zagospodarowanie, ale na konkrety musimy nadal czekać. Walka miejskich urzędników o 0,3 ha... - Wyspa Spichrzów coraz bliżej zagospodarowania
Zakończył się drugi etap negocjacji Miasta z oferentami w sprawie zagospodarowania północnego cypla Wyspy Spichrzów. ... - Opóźniona Wyspa Spichrzów
Przesuwa się termin podpisania przez władze Gdańska i Polnord umowy w sprawie zagospodarowania Wyspy Spichrzów. Obie strony zapewniają jednak, że jeszcze przed świętami porozumienie zostanie...