Dzieci mieszkające dotychczas w Domu Dziecka na Oruni przeprowadziły się do nowej siedziby.
Siostry, 14-letnia Iza i 9-letnia Ewa wprowadziły się do niebieskiego pokoju na piętrze. Nie pamiętają, co im się przyśniło pierwszej nocy, ale uważają, że na pewno coś miłego, bo pokój jest śliczny. Zresztą od razu zaczęły go urządzać po swojemu. – Ustawiłyśmy wszystkie misie na półkach - mówi Iza. – Jest ładnie, wesoło, dużo przestrzeni. Cieszę się, że tu jesteśmy, dzieci mniej niż w starym domu i jakoś tak przyjemniej.
10-letni Maciek najbardziej cieszy się z tego, że ma własny pokój. Poprzedni musiał dzielić z dwoma innymi chłopcami. – Mieszkam sam, a pokój jest ogromny – cieszy się chłopiec. – Bardzo mi się podoba.
Podobnych pokoi w willi przy ul. Świętokrzyskiej jest kilka, do tego łazienki, kuchnia, jadalnia, wielki pokój dzienny, pralnia, suszarnia, a nawet sala komputerowa. Miasto przekazało działkę i w całości sfinansowało budowę placówki. – Kosztowało nas to ponad milion złotych – mówi prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz. – Za to dom jest funkcjonalny, a dzieci mają własną przestrzeń, poczucie intymności.
Placówka ma charakter socjalizacyjny i rodzinny. Zamieszkało tutaj 14 dziewczynek i chłopców, podopiecznych oruńskiego Domu Dziecka. Przez całą dobę opiekować się będą nimi wychowawcy. – Chcemy nauczyć ich zwykłego życia w warunkach jak najbardziej zbliżonych do rodzinnych – mówi Sylwia Ressel, rzecznik gdańskiego MOPS-u. – Będą mogli tutaj zostać do samodzielności, czyli w praktyce tak długo, jak długo będą się uczyć, także przez okres studiów.
Na początku lutego w Gdańsku powstały dwie podobne placówki. Prowadzi je Gdańska Fundacja Innowacji Społecznej. Dom przy ul. Świętokrzyskiej, jako pierwszy, w całości ufundowało miasto. Pieniądze na jego funkcjonowanie w zabezpieczył w budżecie Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej – 442 tys. zł na najbliższy rok. Miasto wybuduje jeszcze cztery takie domy. Tym samym zniknie jedyny gdański dom dziecka przy ul. Brzegi na Oruni (w zeszłym roku mieszkało tu jeszcze 80 wychowanków, teraz ta liczba spadła do 28 osób). – Dokładnie o to nam chodzi – mówi Jacek Wilczewski, dyrektor MOPS. – Wielkie ośrodki nie mają racji bytu. Nowe placówki to są normalne domy jednorodzinne, które nie mają nic wspólnego z instytucjami. Zresztą wystarczyło na dzieci spojrzeć po pierwszej przespanej tutaj nocy – szczęśliwe, roześmiane buzie.
Źródło:
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Jowita Kiwnik
http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,4915756.html
Przeczytaj podobne informacje:
- Małżeństwo ze Świecia poprowadzi rodzinny dom dziecka w Gdańsku
Czworo, a potem kolejnych dwoje dzieci opuści dom dziecka na Oruni. Trafią do rodzinnego domu dziecka, który już za tydzień ruszy przy ul. Złotej 12... - Młodzież z Gdańska wciąż czeka na swoje domy
Domy, w których przed końcem roku miało zamieszkać siedemdziesięcioro podopiecznych Domu Dziecka na gdańskiej Oruni, nie zostaną zbudowane na czas. – Szukamy alternatywy – zapowiada... - Obiecali domy, ale ich nie wybudowali
Wychowankowie domu dziecka przy ul. Brzegi w Gdańsku mieli się w tym roku przeprowadzić do domów wybudowanych przez miasto. Nie dojdzie do tego - Strasznie...